Co-working jako pomysł dla freelancerów

Jednym ze sposobów zwiększenia swoich zarobków, przy równoczesnym zachowaniu własnych wartości i ideałów zawodowych jest praca jako freelancer, czyli niezależny specjalista w swojej branży.

Taki pomysł na karierę zawodową może być niezły i całkiem skuteczny (wiem z własnego doświadczenia). Jest jednak parę wyzwań, z którymi trzeba się zmierzyć. Jednym z nich jest problem: GDZIE PRACOWAC i jak nie pomieszać życia prywatnego z pracą.

O ciekawym rozwiązaniu przeczytasz poniżej. Warto się nad nim zastanowić, a jeżeli i Ciebie dotyczy takie wyzwanie, to proponuje podjąć inicjatywę i stworzyć w swojej okolicy przestrzeń co-workingową…

Pracujesz w domu, ale przeszkadzają Ci sąsiedzi, rozprasza telewizor lub jak magnes przyciąga lodówka? Możesz wynająć sobie biurko w miejscu, gdzie spotkasz innych freelancerów. I pracować spokojnie, ale nie samotnie.

Dziewczyna z laptopem i słuchawkami na uszach, grupa ludzi skupionych nad jakimś projektem – chyba każdy choć raz widział freelancerów pracujących w kawiarni, przy filiżance kawy. Wielu ludzi wykonujących wolne zawody pracuje w ten sposób. To architekci, szkoleniowcy, dziennikarze, PR-owcy. Coraz częściej kontakt z pracodawcą ogranicza się do rzadkich spotkań i rozmów za pomocą poczty elektronicznej.

Ostatnie badania firmy doradczej DGA pokazują, że w domu pracuje co setny Polak, a co piąty o tym marzy. Przedstawiciele wolnych zawodów nie muszą się meldować w biurze na określoną godzinę, sami ustalają rytm dnia i liczbę godzin spędzanych w pracy, ale – tak czy inaczej – muszą pracować. Gdzie to robią? Mogą wybrać kawiarnię albo hotelową restaurację – wszędzie tam, gdzie jest dostęp do internetu i można wygodnie usiąść z laptopem. Bardzo często miejscem pracy wolnych strzelców jest dom. A tam dokucza samotność. I nie tylko. – Jak to w domu: a to sąsiedzi za głośni, a to coś nas rozprasza i zamiast się skupić na pracy, tracimy czas na piątą kawę – opowiada Wojtek Mocarski z warszawskiego Coworking Club. – Nie zawsze też da się pracować w kawiarni. Albo jest za głośno, albo internet działa zbyt wolno, albo przeszkadzają inni ludzie. Często też obsługa kawiarni patrzy nieprzychylnie na klientów blokujących przez wiele godzin jakieś miejsce, dlatego freelancerzy zaczęli szukać dla siebie własnej przestrzeni.

Na Zachodzie miejsca coworkingowe zaczęły powstawać już kilka lat temu. Za ojca pomysłu uznaje się informatyka Amit Gopta, który w 2006 roku zebrał swoich znajomych z sieci i zaprosił ich do wspólnej pracy w swoim mieszkaniu na nowojorskim Manhattanie. Później pomysł zaczął już żyć własnym życiem. Freelancerzy zaczęli adaptować dla siebie różnorakie przestrzenie, od opuszczonych biur po poddasza. – Coworking pozostawia wolnym strzelcom swobodę, ale jednocześnie pozwala oddzielić dom od pracy. I co ważne – daje możliwość działania w twórczej atmosferze i wśród ludzi podobnie myślących – uważa Wojtek. W Polsce takich miejsc jest na razie kilka. Najdłużej, bo niecały rok, działają kluby we Wrocławiu i Warszawie. Coworking rozwija się też w Poznaniu, Łodzi i Katowicach. – Na razie to wczesny etap raczkowania. Ale zaczynamy coś, co niedługo będzie standardem- śmieje się Wojtek Mocarski.

Biurko zamiast biura

We wrocławskim Cocobarze dzień zaczyna się około 9 rano. Biuro coworkingowe zajmuje mieszkanie na drugim piętrze kamienicy na Starym Mieście, na ulicy Rzeźniczej. Kilkadziesiąt metrów od rynku i kilkanaście od Teatru Współczesnego. Klub ma dwa pokoje, pomalowane na czerwono i biało ściany, skórzane kanapy i fotele pośrodku. W pokojach – biurka i dostawione do nich krzesła, pod oknem – ogromna kserokopiarka z faksem i skanerem. Do Cocobaru najczęściej jako pierwsze schodzą się dziewczyny z Cash Flow. Firma zajmuje się analizami finansowymi przedsiębiorstw i pozyskiwaniem dotacji z funduszy unijnych. – Do niedawna wynajmowałyśmy biuro, ale wychodziło za drogo. Poza tym było trochę nudno – cały dzień tylko ze sobą i z klientami. Brakowało nam kontaktu z innymi ludźmi – opowiada Klaudia Magierowska, właścicielka Cash Flow.

Dlatego, gdy znajomy Klaudii Mateusz Jarosiewicz zaproponował jej wynajęcie biurek w nowopowstałym Cocobarze, finansistka nie zastanawiała się ani chwili. – Od razu zmienił nam się i poprawił styl pracy – mówi. Każda z czterech pracownic Cash Flow ma wykupiony tzw. pełny abonament w Cocobarze. To 450 złotych miesięcznie. Mają za to nieograniczony czasowo dostęp do biura i wszystkich urządzeń (komputery, drukarka, faks), szybki internet, dostęp do kuchni i napoje bez ograniczeń. – Większość naszych klientów to podmioty administracji publicznej, prywatne firmy albo szkoły, więc zwykle na wstępne rozmowy jeździmy do nich. A tutaj pracujemy już nad konkretnymi projektami. Jest dużo przyjemniej, bo mamy obok chłopaków z kompletnie innych branż – opowiada Asia Abramczyk z Cash Flow.

W pokoju obok spotykam Piotrka Semlę i Łukasza Zająca. Piotrek pracuje właśnie nad Pixersami – portalem pixers.pl, który będzie ogromną bazą zdjęć najlepszych fotografów i agencji z całego świata. Dostępną dla każdego. – Za kilkadziesiąt groszy można będzie sobie kupić tam jakieś zdjęcie. Są świetne. Najczęściej wykorzystuje się je do wizytówek, kalendarzy, naklejek czy fototapet – opowiada Piotr, który w domu nie może pracować ze względu na dwuletniego synka. – Przy takim szkrabie ciężko się skupić, więc pracuję tutaj – śmieje się. – Zresztą nie lubię łączyć życia prywatnego z pracą, a jeśli ktoś pracuje w domu to najczęściej tak robi. Klaudia Magierowska przyznaje, że taki styl pracy jest po prostu bardziej komfortowy. – Praca w domu mnie przytłaczała. Jak człowiek jest za długo sam, to nie jest dobrze. Ja wytrzymałam kilka miesięcy, teraz czas na coworking. W Cocobarze od kilku miesięcy pracuje też Łukasz Zając, prowadzący studio Klimatika. Jest grafikiem i projektuje strony internetowe. – Pracowałem w domu do czasu, gdy skończyłem studia. Ale ciężko było, potrzebowałem towarzystwa, które motywowałoby mnie do pracy – opowiada. Do Cocobaru przychodzi z laptopem Apple, podłącza go do dużego monitora i miejsce pracy ma już gotowe. – A zaczęło się tak, że pewnego dnia poszliśmy na branżowe spotkanie do CoffeePlanet i stwierdziliśmy, że lepiej by nam było mieć własne miejsce. I znaleźliśmy ten lokal.

Biuro marzeń dopiero powstanie

Miejsca we wrocławskim Cocobarze jeszcze są, ale lada moment freelancerzy przestaną się w nim mieścić. – Będziemy szukać innej siedziby, bo są już kolejni wolni strzelcy, którzy chcą do nas dołączyć – mówi Mateusz Jarosiewicz, założyciel Cocobaru. Klub ma własną stronę w internecie, podobnych miejsc można też szukać na ogólnopolskim portalu www.coworking.pl, ale na razie samo pojęcie coworkingu nie jest jeszcze szeroko znane internautom. Jako jeden z pierwszych w Polsce pisał o nim Bogusz Parzyszek, redaktor naczelny i wydawca magazynu Office&Facility. – Trafiłem na coworking trochę przypadkiem; dowiedziałem się o nim od firmy meblowej, o której pisaliśmy – opowiada.- Wtedy i nasze wydawnictwo przenieśliśmy do takiego biura.

Bogusz Parzyszek, który robił analizę działalności biur coworkingowych na świecie, dzieli coworkerów na trzy główne grupy: pojedyncze osoby, które zaglądają do takiego biura 1-3 razy w tygodniu, kolejni to tacy, którzy pracują codziennie w kilkuosobowych grupach nad swoimi projektami oraz tacy, którzy potrzebują tylko sal konferencyjnych na weekendowe szkolenia. – I do tych wszystkich ludzi powinno być dopasowane biuro. Nie tylko pod względem rodzaju i układu pomieszczeń czy wyposażenia, ale także pod względem ergonomii. Powinny to być miejsca przystosowane do wygodnej pracy i kreatywnego myślenia. Niestety, póki co, tak jeszcze w Polsce nie jest – uważa redaktor. Jak więc powinien wyglądać taki klub od strony architektonicznej? – Musi w nim być odpowiednio dużo miejsca, a samą przestrzeń trzeba podzielić tak, by mogła w niej pracować i grupa i ktoś, kto potrzebuje cały czas rozmawiać przez Skype czy telefon. Trochę tak, jak w kafejce internetowej – jeśli są samodzielne stanowiska pracy to trzeba im zapewnić prywatność – tłumaczy Bogusz Parzyszek.

Ważna jest też akustyka – nie da się pracować, jeśli ktoś zagłusza nas rozmową. – Nie jestem wrogiem otwartych przestrzeni, ale open-space trzeba zrobić umiejętnie. Gdy do Polski przyszła moda na „otwieranie” biur, często robiono to bezmyślnie, pozbywając się ścian. Nikt nie myślał o materiałach, z których jest zrobiona podłoga albo meble, w wyniku czego efektem było pomieszczenie o zaburzonej akustyce, w którym nie da się spokojnie rozmawiać, bo inni nas zagłuszają – tłumaczy wydawca. Office&Facility ogłosił niedawno konkurs dla architektów na projekt biura coworkingowego. – Kilka czołowych pomysłów jest naprawdę wartych uwagi. A warto je zobaczyć, bo miejsc coworkingowych powstawać będzie w Polsce coraz więcej- mówi Parzyszek. Magazyn zaprezentuje je za kilka tygodni.

Coworking a koszty

Poza Boguszem w warszawskim Coworking Club przy Wilczej spotyka się około 12 freelancerów. Każdy z nich za nielimitowany czasowo dostęp do biura musi zapłacić 450 złotych miesięcznie. Jeśli woli pracować tylko wieczorami i w nocy (od 17.30 do 8.00), płaci 300 złotych. Za wynajem sali konferencyjnej na osiem osób trzeba zapłacić 80 złotych dziennie, a za jednorazowe skorzystanie z biura i sprzętu – dla kogoś, kto nie ma abonamentu – zapłacimy 45 złotych. Bardzo podobnie wyglądają koszty udziału we wrocławskim projekcie. – Zaskakujące? Nie do końca. Warszawa ma wiele atrakcyjnych biurowców, w których czynsze są wysokie. Z kolei we Wrocławiu musimy postawić na najlepszą lokalizację, czyli rynek, a ceny wynajmu są tu kosmiczne. W efekcie ceny mamy jak nasi koledzy w Warszawie – mówi Mateusz Jarosiewicz. Ale i tak Klaudia Magierowska obliczyła, że jej firmie bardziej opłacają się miejsca w Cocobarze niż wynajęcie biura za ponad 2 tysiące złotych, opłacanie rachunków i kaucji. – Do tego dochodzą długie okresy wypowiedzenia najmu i mało atrakcyjna lokalizacja biur. Tu nie ma takiego problemu – mówi.

Freelancer pracujący w coworkingowym biurze nie musi mieć własnej drukarki ani skanera, nie musi martwić się o toner czy papier – wszystko ma na miejscu. Nierzadko może też liczyć na bezinteresowną pomoc kolegów. – Nieraz było tak, że męczyłyśmy się z jakimś problemem, a okazywało się, że ktoś z innej branży dawał sobie z tym radę w jedną chwilę – wspomina Klaudia. Miejsca takie jak warszawski CoworkingClub czy Cocobar we Wrocławiu to również idealna przystań dla freelancerów z zagranicy, którzy przyjeżdżają do miasta na kilka dni. – W hotelu nie zawsze mają odpowiedni sprzęt do pracy czy szybki internet. A u nas, jeśli bywają we Wrocławiu regularnie, mogą nawet zostawić sobie jakieś rzeczy – mówi Łukasz Zając. – Znamy się, lubimy, panuje tu fajna atmosfera. Wzajemnie się mobilizujemy do pracy. Tego właśnie najczęściej brakuje freelancerom, którzy pracują w domu albo w kawiarniach.

http://gazetapraca.pl/img/w/w.gif Karolina Łagowska 2009-06-04, ostatnia aktualizacja 2009-06-04 16:15:08.0

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl – www.gazeta.pl © Agora SA

3 Responses to “Co-working jako pomysł dla freelancerów”


Leave a Reply

You must login to post a comment.